poniedziałek, 25 marca 2013

3. "Może czołgiem nie jestem, ale swoje potrafię."

- Co... ty tu do cholery robisz? - wydukałam przez zaciśnięte zęby.
- Przyjechałem po ciebie kochanie. - uśmiechnął się arogancko.
Spróbowałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale w ostatniej chwili wsunął swoją nogę pomiędzy nie, uniemożliwiając mi zamknięcie ich do końca.
- Spokojnie słońce, nie denerwuj się - otworzył na oścież przymknięte drzwi, po czym wyciągnął mnie na korytarz. Chciałam krzyczeć, ale zatkał mi usta dłoniom.
W jego oczach błysnął cień smutku.
- Nie cieszysz się na mój widok?
Zrzuciłam jego rękę z mojej twarzy.
- Ostatnim razem jak cię widziałam to walnęłam cię z liścia i wykrzyczałam ci, że nie chce cię już nigdy więcej widzieć. Nie dotarło? Mam powtórzyć? - odpowiedziałam.
- Nie wierzę ci. Ty mnie nadal kochasz. - przyparł mnie do ściany, i zaczął błądzić swoimi ustami po moim ciele.
Zaszczyciłam jego policzek porządnym ciosem.
Odrzuciło go do tyłu, i spojrzał na mnie ze złością.
- Jeszcze będziesz moja, zobaczysz. Dopadnę cię wtedy, kiedy nie będziesz się mnie spodziewać. - wyszczerzył się i uciekł.
Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Rzadko płakałam, a jeśli już to tylko z poważnych powodów. Poszłam do pokoju Kaśki. Dziewczyna leżała na łóżku i słuchała muzyki. Szturchnęłam ją w ramie. Nie miałam siły żeby coś powiedzieć. Otworzyła oczy i zobaczyła moje łzy. Kilka sekund później siedziała obok mnie i przytulała mnie.
- Co się stało? Julka? - spytała zaniepokojona.
- Kuba. - wychlipałam. Jej twarz zbladła. - Był tu przed chwilą. Groził mi, że mnie jeszcze zdobędzie. Jak on mnie znalazł? Jak? Kaśka boję się.
- Nie mam pojęcia jak on nas znalazł, ale nie bój się. Pójdziemy na policję i wszystko im opowiesz.
- Nie no co ty! Tylko mi glin tu brakuje. Poradzę sobie. Może czołgiem nie jestem, ale swoje potrafię. - uśmiechnęłam się.
- Jakby co, to zawsze ci pomogę. Dzwoń jakbyś go zobaczyła na ulicy albo gdzieś indziej. Wiesz, że on siedział w więzieniu i jest nieobliczalny.
- Wiem, nie jestem głupia. - pociągnęłam nosem, i wstałam z zamiarem przyniesienia chusteczek. 
Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi. Znowu zadrżałam. A jeśli wrócił? Postanowiłam, że zajrzę przez judasza. Boże, jakie szczęście. To tylko facet z pizzą.
- Kaśka, pizza przyjechała! Chodź tu i zapłać! - krzyknęłam, i wróciłam do swojego pokoju. Puściłam muzykę, i zdjęłam bluzę. Wypadła z niej jakaś kartka. Podniosłam ją. Widniał na niej numer, zapewne telefonu. I nagle mnie oświeciło! To numer tego siatkarza. Miałam się zastanowić nad tą pracą. Minusem jest ta siatkówka, której nie cierpię. Mam tak od zawsze. Nie wiem do końca dlaczego, ale nie mogę się przełamać. Z drugiej strony, nie lubię swojej aktualnej pracy, i szefa który się do mnie cały czas przystawia. Ten klub byłby moją przepustką na wolność. Może nawet więcej bym zarabiała? Zrobiłam sobie tabelkę "Za  i przeciw". Patrząc na nią, powinnam wziąć tą pracę. Tylko czy wytrzymam? Będę musiała się czegoś nauczyć o tej dyscyplinie sportu. Zapamiętać imiona. Uważać na piłkę. Znosić towarzystwo siatkarzy, i wiele  innych. Nie no, kurwa Julka nie bądź tchórzliwa, dasz radę. Nie takie rzeczy się robiło! Sięgnęłam po swojego Samsunga, wpisałam jego numer i zbaraniałam. Kurde, co ja mam mu napisać?!
- OGŁASZAM STAN ALARMOWY! - wbiegłam jak szalona do salonu gdzie siedziała Kaśka. Natychmiast się odwróciła i spojrzała na mnie.
- Co się stało? Kuba wrócił? Kosmici cię porwali, a potem wyrzucili bo uznali cię za zbyt niebezpieczny gatunek? Jesteś w ciąży? Gorzej, jesteś gejem? Zmieniasz płeć? - zadawała te pytania z szybkością światła, a ja gapiłam się na nią z miną 'WTF?'.
- Gejem? Serio? - prychnęłam.
- No co? Po tobie można się spodziewać wszystkiego. - wywróciła oczami. - No mów, o co chodzi?
- Zdecydowałam się na tą pracę. Tą w tym klubie siatkarskim. 
- TAK! - wykrzyknęła radośnie - Wiedziałam, że tak się stanie.
Odczekałam aż przestanie skakać z radości.
- A w czym problem? - zapytała siadając.
- Muszę go poinformować sms'em o mojej decyzji, tylko nie wiem co napisać. - bąknęłam.
Kaśka wywróciła oczami po raz drugi.
- Dawaj telefon i jego numer. - rozkazała.
Spełniłam jej życzenie.
Wstukała numer Michała, i zaczęła pisać wiadomość. Po kilku minutach kliknęła 'wyślij' i z uśmiechem oddała mi komórkę.
- Gotowe. - powiedziała.
Spojrzałam w 'wysłane'.
08.03.2013 
Ja: Cześć :) Może mnie pamiętasz, zaproponowałeś mi pracę fotografa w waszym klubie, na ostatnim meczu. Otóż, moja odpowiedź brzmi: bardzo chętnie. Jeżeli propozycja jest aktualna, opisz.
Julia
- Pojebało? Po co ten uśmieszek? A z resztą, to nie mój styl pisania! Boże, jak ty mnie ośmieszyłaś! - spojrzałam na nią z wyrzutem.
- Nie przesadzaj, sama lepiej byś nie napisała. Ja miałam 4 z polskiego, a ty 3. - przypomniała mi.
- No to co?
- Gówno, 1:0 dla mnie! - wyszczerzyła się. Teraz to ja wywróciłam oczami.
- Cicho, odpisał! - krzyknęłam patrząc w ekran telefonu. Kaśka się o mało nie zabiła biegnąc do mnie żeby zajrzeć mi przez ramię.
- Co napisał? Co napisał? - pytała się.
- Czekaj zaraz zobaczę, uspokój się!
08.03.2013
Michał Kubiak: Oo, cieszę się że się zdecydowałaś :D Zadzwoniłem do prezesa, i jutro o 10 masz rozmowę. Możesz wziąć kilka swoich najlepszych zdjęć. O 9:55 będę na ciebie czekał przed halą.
Michał
- Ożesz kurwa - wyrwało się Kaśce.
- No co? Zwykła robota. - wzruszyłam ramionami.
- Wiesz co? Głupi to jednak ma szczęście.


***


Była 9:53. Tak, udało mi się jakimś cudem być przed czasem. Ubrałam się w grube rajstopy, krótką beżową spódnicę, bluzkę z rękawem 3/4, sweterek, kurtkę i kozaki. Było mi dosyć zimno, bo niby marzec, a tu mrozy. Nagle podjechało auto, z którego wysiadł Michał. On też miał kurtkę, szalik i cały majdan siatkarskich rzeczy schowanych w torbie treningowej.
- Cześć.
- Cześć. - odpowiedziałam.
Zaczął iść w kierunku hali. Podreptałam za nim.
- Jak masz na nazwisko? - zapytał ni z gruszki, ni z pietruszki.
- Jesień - powiedziałam automatycznie.
- No to chyba nie za bardzo lubisz zimę, co? - zażartował.
Spojrzałam na niego zażenowana. Właśnie weszliśmy do hali, ale on prowadził mnie wgłąb korytarza, do biura prezesa.
- Tak, najbardziej lubię lato. 
Trochę to zbiło go z tropu. No co, to że mam na nazwisko Jesień, nie znaczy że muszę ją uwielbiać.
Stanęliśmy przed jakimiś drzwiami.
- To tu. - powiedział. - Jak skończysz to przyjdź na halę. Będziemy mieć trening. Powodzenia. - i poszedł.
- Nie dziękuję? - odpowiedziałam sama sobie. Wzięłam głęboki oddech, ścisnęłam mocniej torebkę i zapukałam.
---
Po pierwsze: przepraszam za spóźnienie. Miał być w piątek, ale tak się złożyło, że jest dopiero dziś. Następnym razem się poprawię. 
Po drugie: nadal pracuję nad długością rozdziałów. Stają się coraz dłuższe, i akcja zaczyna się rozwijać.
W następnym rozdziale wreszcie zacznie się coś dziać :)
Do następnego!
Czytam = komentuje

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz