piątek, 29 marca 2013

4. "Zupełnie jak patyk w ubraniach"

- Proszę. - usłyszałam. Z wahaniem nacisnęłam klamkę. Moim oczom ukazał niewielki gabinet. Ściany były pomalowane na szaro, a przy nich zostały ustawione regały z dokumentami, książkami i cerfikatami. Na przeciwko drzwi, tuż przy oknie stało biurko, przy którym siedział mężczyzna. Jak się domyśliłam, prezes klubu. Postanowiłam zagrać pewną siebie.
- Dzień dobry. - powiedziałam z lekkością w głosie.
- Dzień dobry - odpowiedział z uśmiechem - Nazywam się Zdzisław Grodecki.
- Julia Jesień, miło mi - też się uśmiechnęłam.
- Michał powiedział mi, że robi pani świetne zdjęcia.
- Ależ jaka pani? Mówiłam, że jestem Julia i wolałabym żeby mówił mi pan po imieniu. - stwierdziłam. Strasznie nie lubiłam jak ktoś mówi do mnie per "pani". Mogę sobie na to pozwolić, gdy będę po czterdziestce ale nie teraz.
- Dobrze, ale w tej sytuacji także wolałbym żebyś mówiła do mnie po imieniu.
- Zdzisiek?
- Dokładnie. - roześmiał się, a ja mu zawtórowałam. - No dobrze, Julio. Nasz klub szuka fotografa, gdyż poprzedni zrezygnował. Miała pani przynieść jakieś na pokazanie, prawda?
- Tak, tak już daję. - wyjęłam fotografię i podałam mu je.
***
Po spotkaniu wyszłam z gabinetu razem z panem Zdziśkiem i skierowałam się na hale. Prezes pchnął drzwi i moim oczom ukazał się trening chłopaków. Uderzali w piłkę, przeklinali pod nosem i śmiali się z jakiego suchara. Prawdę mówiąc, przestraszyłam się ze będę z nimi pracować. Przecież byli tacy ogromni. Ja z moim 172 (choć to i tak dużo) wydawałam się mikroskopijna. Moje rozmyślania i ich grę przerwał głos Grodeckiego.
- Uwaga panowie! Mam komunikat. - wszyscy jak jeden mąż odwrócili głowy w naszą stronę i zaczęli się nam przyglądać. A mianowicie na mnie. - Mam przyjemność przedstawić wam naszego nowego fotografa, Julię Jesień. Mam nadzieję, że nasza współpraca się ułoży, a wy zaakceptujecie ją. - uśmiechnął się i wyszedł.
Stałam tam jak głupia, a oni się na mnie gapili. Zobaczyłam, że ten Kubiak się do mnie uśmiecha. Posłałam mu błagalne spojrzenie. Chyba mnie zrozumiał, bo podbiegł do mnie.
- Witaj w klubie! - powiedział i przytulił mnie. Byłam trochę zaskoczona, bo nie spodziewałam się takiej reakcji. - Chłopaki, to jest Julia.
Przedstawił mnie każdemu po kolei, i każdy mnie przytulił. Nie mają dziewczyn do tulenia, czy co?!
- Ten tego... - zaczęłam - Miło mi was poznać...
- Daj spokój, u nas nikt nie jest poważny i ty też nie musisz! - krzyknął któryś z nich. Spróbowałam przypomnieć sobie jak ma na imię, ale na próżno.
- Uff, już myślałam, że będę musiała się tu wysilać! - roześmiałam się, ale sama. umilkłam i popatrzyłam na nich. - No co się tak patrzycie?
- Chłopaki... - powiedział jeden, chyba Polański - bierzemy ją.
ŻE CO?
Zanim zareagowałam podbiegł do mnie siatkarz z numerem 10 i przerzucił mnie sobie przez ramię.
- Ale jesteś lekka! - zakrzyknął po angielsku - Zupełnie jak patyk w ubraniach! 
Wychwyciłam, że to tym stwierdzeniu wszyscy leżą na ziemi ze śmiechu.
- Po cholerę mnie podniosłeś?! - wrzasnęłam, żeby przebić się przez ich rechot.
- Musisz przejść chrzest! - powiedział Kubiak.
- Jaki kurwa chrzest?! - przestraszyłam się nie na żarty. No bo jaki chrzest mogą zgotować dwumetrowcy dziewczynie? Rozejrzałam się za trenerem, który tylko kręcił głową z uśmiechem. Moja ostatnia nadzieja właśnie zgasła. Czułam jak dziesiątka niesie mnie przez korytarz. Za nami biegła reszta siatkarzy. Wyrywałam się, wrzeszczałam na nic. I nagle mnie oświeciło gdzie mnie niesie. Do szatni. Pod prysznic. Poczułam jak postawił mnie na ziemi, ale nadal uśmiechał się głupio i trzymał mnie tak żebym się nie wyrwała. Szóstka dorwała się do prysznica i zaczęła mnie lać wodą.
---
Dzisiaj trochę krótko, bo nie mam czasu przez to sprzątanie. 
Czytam = komentuje.
Do następnego.

poniedziałek, 25 marca 2013

3. "Może czołgiem nie jestem, ale swoje potrafię."

- Co... ty tu do cholery robisz? - wydukałam przez zaciśnięte zęby.
- Przyjechałem po ciebie kochanie. - uśmiechnął się arogancko.
Spróbowałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale w ostatniej chwili wsunął swoją nogę pomiędzy nie, uniemożliwiając mi zamknięcie ich do końca.
- Spokojnie słońce, nie denerwuj się - otworzył na oścież przymknięte drzwi, po czym wyciągnął mnie na korytarz. Chciałam krzyczeć, ale zatkał mi usta dłoniom.
W jego oczach błysnął cień smutku.
- Nie cieszysz się na mój widok?
Zrzuciłam jego rękę z mojej twarzy.
- Ostatnim razem jak cię widziałam to walnęłam cię z liścia i wykrzyczałam ci, że nie chce cię już nigdy więcej widzieć. Nie dotarło? Mam powtórzyć? - odpowiedziałam.
- Nie wierzę ci. Ty mnie nadal kochasz. - przyparł mnie do ściany, i zaczął błądzić swoimi ustami po moim ciele.
Zaszczyciłam jego policzek porządnym ciosem.
Odrzuciło go do tyłu, i spojrzał na mnie ze złością.
- Jeszcze będziesz moja, zobaczysz. Dopadnę cię wtedy, kiedy nie będziesz się mnie spodziewać. - wyszczerzył się i uciekł.
Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Rzadko płakałam, a jeśli już to tylko z poważnych powodów. Poszłam do pokoju Kaśki. Dziewczyna leżała na łóżku i słuchała muzyki. Szturchnęłam ją w ramie. Nie miałam siły żeby coś powiedzieć. Otworzyła oczy i zobaczyła moje łzy. Kilka sekund później siedziała obok mnie i przytulała mnie.
- Co się stało? Julka? - spytała zaniepokojona.
- Kuba. - wychlipałam. Jej twarz zbladła. - Był tu przed chwilą. Groził mi, że mnie jeszcze zdobędzie. Jak on mnie znalazł? Jak? Kaśka boję się.
- Nie mam pojęcia jak on nas znalazł, ale nie bój się. Pójdziemy na policję i wszystko im opowiesz.
- Nie no co ty! Tylko mi glin tu brakuje. Poradzę sobie. Może czołgiem nie jestem, ale swoje potrafię. - uśmiechnęłam się.
- Jakby co, to zawsze ci pomogę. Dzwoń jakbyś go zobaczyła na ulicy albo gdzieś indziej. Wiesz, że on siedział w więzieniu i jest nieobliczalny.
- Wiem, nie jestem głupia. - pociągnęłam nosem, i wstałam z zamiarem przyniesienia chusteczek. 
Nagle zabrzmiał dzwonek do drzwi. Znowu zadrżałam. A jeśli wrócił? Postanowiłam, że zajrzę przez judasza. Boże, jakie szczęście. To tylko facet z pizzą.
- Kaśka, pizza przyjechała! Chodź tu i zapłać! - krzyknęłam, i wróciłam do swojego pokoju. Puściłam muzykę, i zdjęłam bluzę. Wypadła z niej jakaś kartka. Podniosłam ją. Widniał na niej numer, zapewne telefonu. I nagle mnie oświeciło! To numer tego siatkarza. Miałam się zastanowić nad tą pracą. Minusem jest ta siatkówka, której nie cierpię. Mam tak od zawsze. Nie wiem do końca dlaczego, ale nie mogę się przełamać. Z drugiej strony, nie lubię swojej aktualnej pracy, i szefa który się do mnie cały czas przystawia. Ten klub byłby moją przepustką na wolność. Może nawet więcej bym zarabiała? Zrobiłam sobie tabelkę "Za  i przeciw". Patrząc na nią, powinnam wziąć tą pracę. Tylko czy wytrzymam? Będę musiała się czegoś nauczyć o tej dyscyplinie sportu. Zapamiętać imiona. Uważać na piłkę. Znosić towarzystwo siatkarzy, i wiele  innych. Nie no, kurwa Julka nie bądź tchórzliwa, dasz radę. Nie takie rzeczy się robiło! Sięgnęłam po swojego Samsunga, wpisałam jego numer i zbaraniałam. Kurde, co ja mam mu napisać?!
- OGŁASZAM STAN ALARMOWY! - wbiegłam jak szalona do salonu gdzie siedziała Kaśka. Natychmiast się odwróciła i spojrzała na mnie.
- Co się stało? Kuba wrócił? Kosmici cię porwali, a potem wyrzucili bo uznali cię za zbyt niebezpieczny gatunek? Jesteś w ciąży? Gorzej, jesteś gejem? Zmieniasz płeć? - zadawała te pytania z szybkością światła, a ja gapiłam się na nią z miną 'WTF?'.
- Gejem? Serio? - prychnęłam.
- No co? Po tobie można się spodziewać wszystkiego. - wywróciła oczami. - No mów, o co chodzi?
- Zdecydowałam się na tą pracę. Tą w tym klubie siatkarskim. 
- TAK! - wykrzyknęła radośnie - Wiedziałam, że tak się stanie.
Odczekałam aż przestanie skakać z radości.
- A w czym problem? - zapytała siadając.
- Muszę go poinformować sms'em o mojej decyzji, tylko nie wiem co napisać. - bąknęłam.
Kaśka wywróciła oczami po raz drugi.
- Dawaj telefon i jego numer. - rozkazała.
Spełniłam jej życzenie.
Wstukała numer Michała, i zaczęła pisać wiadomość. Po kilku minutach kliknęła 'wyślij' i z uśmiechem oddała mi komórkę.
- Gotowe. - powiedziała.
Spojrzałam w 'wysłane'.
08.03.2013 
Ja: Cześć :) Może mnie pamiętasz, zaproponowałeś mi pracę fotografa w waszym klubie, na ostatnim meczu. Otóż, moja odpowiedź brzmi: bardzo chętnie. Jeżeli propozycja jest aktualna, opisz.
Julia
- Pojebało? Po co ten uśmieszek? A z resztą, to nie mój styl pisania! Boże, jak ty mnie ośmieszyłaś! - spojrzałam na nią z wyrzutem.
- Nie przesadzaj, sama lepiej byś nie napisała. Ja miałam 4 z polskiego, a ty 3. - przypomniała mi.
- No to co?
- Gówno, 1:0 dla mnie! - wyszczerzyła się. Teraz to ja wywróciłam oczami.
- Cicho, odpisał! - krzyknęłam patrząc w ekran telefonu. Kaśka się o mało nie zabiła biegnąc do mnie żeby zajrzeć mi przez ramię.
- Co napisał? Co napisał? - pytała się.
- Czekaj zaraz zobaczę, uspokój się!
08.03.2013
Michał Kubiak: Oo, cieszę się że się zdecydowałaś :D Zadzwoniłem do prezesa, i jutro o 10 masz rozmowę. Możesz wziąć kilka swoich najlepszych zdjęć. O 9:55 będę na ciebie czekał przed halą.
Michał
- Ożesz kurwa - wyrwało się Kaśce.
- No co? Zwykła robota. - wzruszyłam ramionami.
- Wiesz co? Głupi to jednak ma szczęście.


***


Była 9:53. Tak, udało mi się jakimś cudem być przed czasem. Ubrałam się w grube rajstopy, krótką beżową spódnicę, bluzkę z rękawem 3/4, sweterek, kurtkę i kozaki. Było mi dosyć zimno, bo niby marzec, a tu mrozy. Nagle podjechało auto, z którego wysiadł Michał. On też miał kurtkę, szalik i cały majdan siatkarskich rzeczy schowanych w torbie treningowej.
- Cześć.
- Cześć. - odpowiedziałam.
Zaczął iść w kierunku hali. Podreptałam za nim.
- Jak masz na nazwisko? - zapytał ni z gruszki, ni z pietruszki.
- Jesień - powiedziałam automatycznie.
- No to chyba nie za bardzo lubisz zimę, co? - zażartował.
Spojrzałam na niego zażenowana. Właśnie weszliśmy do hali, ale on prowadził mnie wgłąb korytarza, do biura prezesa.
- Tak, najbardziej lubię lato. 
Trochę to zbiło go z tropu. No co, to że mam na nazwisko Jesień, nie znaczy że muszę ją uwielbiać.
Stanęliśmy przed jakimiś drzwiami.
- To tu. - powiedział. - Jak skończysz to przyjdź na halę. Będziemy mieć trening. Powodzenia. - i poszedł.
- Nie dziękuję? - odpowiedziałam sama sobie. Wzięłam głęboki oddech, ścisnęłam mocniej torebkę i zapukałam.
---
Po pierwsze: przepraszam za spóźnienie. Miał być w piątek, ale tak się złożyło, że jest dopiero dziś. Następnym razem się poprawię. 
Po drugie: nadal pracuję nad długością rozdziałów. Stają się coraz dłuższe, i akcja zaczyna się rozwijać.
W następnym rozdziale wreszcie zacznie się coś dziać :)
Do następnego!
Czytam = komentuje

piątek, 15 marca 2013

2. "Zwiedzać mi się zachciało. Lokalną toaletę."

Spojrzałam w górę. Tuż nad moim ramieniem stał siatkarz z zdjęcia, i zaglądał mi przez ramię. Był wysoki. BARDZO WYSOKI. A uśmiechał się anielsko.
- To jak? Pozwolisz mi obejrzeć? - popatrzył na mnie oczami kota ze 'Shreka'.
- Nie pokazuje zdjęć nieznajomym. - odpowiedziałam chłodno.
Nie wiem czemu tak mam, ale wszystko co jest związane z siatkówką mnie nie obchodzi, a nawet wkurza. Nastolatki się jarają, jak zobaczą kawałek boiska, a ja co? Siatkarz ze mną gada, a ja mam ochotę wyjść z sali.
- Michał jestem. Michał Kubiak. - podał mi rękę, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Aha. Jestem Julia. - odpowiedziałam, wracając do przeglądania zdjęć.
- Piękne imię. Jesteś fotografem, czy to tylko pasja? - spytał.
- To praca.
- Świetnie! - popatrzyłam na niego jak na idiotę. - Szukamy kogoś do klubu. Ja wiem, że jestem tu tylko od grania, ale jakbyś potrzebowała zajęcia to mogę pogadać z odpowiednimi osobami.
Teraz zaczęłam coś podejrzewać. Kto normalny proponuje dziewczynie którą zna 5 minut pracę? Tak, siatkarze Jastrzębskiego Węgla.
- Dlaczego? - spytałam.
- Dlaczego co?
- Dlaczego to robisz. Proponujesz mi pracę, a ledwo co ci się przedstawiłam.
- Bo jesteś inna. - popatrzył na mnie znacząco.
- Inna? - zmarszczyłam brwi.
- Tak. Nie rzucasz się na mnie, bo chcesz kawałek papieru z moim podpisem. Nie ganiasz za mną z potrzebą zrobienia sobie zdjęcia. Stoisz sobie z boku i udajesz, że cię to nie rusza.
- Ja nie udaję. To naprawdę mnie nie rusza. - wyłączyłam aparat. - Nigdy nie grałam w siatkówkę. Nie mam pojęcia o co w niej chodzi. Nie rozumiem ludzi, którzy się nią tak emocjonują, tych którzy ciągle latają za zawodnikami. To nie moja bajka. Jedyne powody dla których tu przychodzę, to moja przyjaciółka i fotografia. Zastanowię się nad tą pracą. - uśmiechnęłam się lekko, pierwszy raz od 3 godzin.
Jemu za to wyrósł banan na twarzy.
- Nie pożałujesz jak ją przyjmiesz. Jak się zdecydujesz to zadzwoń - podał mi kartkę ze swoim numerem.
Spojrzałam mu w oczy. Dokładnie mu się przyjrzałam, i stwierdziłam że jest przystojny. Cholernie przystojny.
-Jasne. Słuchaj, widzę że jeszcze dużo fanek chce od ciebie autograf i zdjęcie, więc może do nich pójdziesz? - zasugerowałam. W końcu byłam już za długo dla niego miła.
- A ty na pewno nie chcesz niczego? - zapytał.
- Jak się zastanowić, to mogę czegoś chcieć.
- Czego? Autografu, zdjęcia?
- Nie, mam pytanie. - uśmiechnęłam się słodko.
- Wal śmiało.
- Wiesz gdzie jest toaleta?
Jego mina była nie do opisania. Odeszłam od niego śmiejąc się. Wredna Julka. Nie wolno tak traktować ludzi. Tylko dlaczego to musi być takie przyjemne?
***
Kaśka czekała na mnie przy wyjściu. Gdy mnie zobaczyła, zamachała mi żebym do niej podeszła.
- Gdzieś ty była? Czekam tu chyba już pół godziny!
- Zwiedzać mi się zachciało. Lokalną toaletę. - odpowiedziałam.
Prychnęła. Wyszłyśmy na zewnątrz i skierowałyśmy się do domu.
- A tak na serio?
- A tak na serio to zaprzyjaźniałam się z siatkarzem.
- COO?!
- No co? - spytałam zdezorientowana.
- Którym siatkarzem? - zaczęło się przesłuchanie.
- Kubiiiaakiem? Chyba jakoś tak.
- Ojaniemogę z kim ja żyję? Gadałaś z Dzikiem! Ja pierdole, czemu ty a nie ja?! - zaczęła lamentować i skakać.
- Przestań, bo nie powiem ci że dał mi swój numer! - krzyknęłam, a chwilę potem zorientowałam się co powiedziałam.
Kaśka stanęła w miejscu. Sekundę później siedziała mi na baranach i darła się wniebogłosy. Miny przechodniów - bezcenne.
- Wypieprzaj mi z pleców! - warknęłam i zrzuciłam ją.
- Sorry. - pozbierała się i wznowiłyśmy marsz. - O czym jeszcze gadaliście?
- Nic takiego, proponował mi pracę fotografa w ich klubie. - powiedziałam to i spojrzałam na Kasicę, żeby zobaczyć jak zareaguję na trzecią taką wiadomość dzisiaj. Jej oczy stały się wielkości talerzy, a ona sama wydukała tylko:
- Ma.. się... rozumieć... że się zgodziłaś?
- Powiedziałam że nie wiem. Mam mu dać odpowiedź.
- Ja nie mogę, ty to masz szczęście.
'Tak, zajebiste' pomyślałam w duchu. Weszłyśmy do naszego mieszkania. Rozebrałyśmy się, a ja popędziłam do mojego pokoju, żeby uniknąć pytań współlokatorki. Zabarykadowałam się w swoim królestwie, po czym włączyłam muzykę i zaczęłam śpiewać. Leciało akurat The Prodigy - Omen, gdy do mojego pokoju zaczęła się dobijać Kasia. Otworzyłam drzwi.
- Zamawiam pizzę, jaką wziąć? - spytała się z telefonem przy uchu.
- Szynka, pieczarki. - odpowiedziałam.
Kiwnęła głową i odeszła. Ja za to poszłam do kuchni po Coca cole, nadal śpiewając. Nagle usłyszałam dzwonek. Ściszyłam muzykę, i otworzyłam drzwi. W nich stała osoba, której nigdy w życiu nie chciałam już zobaczyć.
---
Hi everybody! Mamy dwójkę :) Nie jest to jeszcze zadowalająca dla mnie długość rozdziałów, ale dopiero się rozkręca. Tak jak wspominałam, rozdziały będą co tydzień w piątek, chyba że coś mi wypadnie. 
Trzymam kciuki za Resovię i Jastrzębski. Oba zespoły oby tak dalej! 
Czytam = komentuje, to dla mnie dużo znaczy :)
Do napisania
 


piątek, 8 marca 2013

1. "A kij ci w oko, cioto"

08.03.2013, godzina 19:00
Jastrzębie-Zdrój

 
- JULKA! - zerwałam się z łóżka i przywaliłam głową w ścianę.
Klnąc zaczęłam rozmasowywać bolące miejsce. Do mojego pokoju weszła moja najlepsza przyjaciółka, Kaśka. To do niej należał ten oto krzyk, przez który zostałam obudzona.
- Głośniej się nie dało? - spytałam ironicznie.
- Nie. - burknęła - Zbieraj się, za godzinę mamy mecz.
Zaczęłam wzywać boga w myślach.
- Boże, Kaśka. Halę mamy 5 minut z mieszkania, a ty mnie tak wcześnie budzisz? - wstałam z łóżka.
- Budzę cię godzinę wcześniej bo się nie wyszykujesz.
- Wyszykuję!
- Nie wierzę! - zaśmiała się.
- A kij ci w oko, cioto!
- Zbieraj się, mówię ci.
- No dobra, nie spinaj się. - otworzyłam szafę w poszukiwaniu czegoś na wyjście.
Rzuciła mi spojrzenie "Jeszcze słowo, a zginiesz" i wyszła. Ja zdecydowałam się na kremową bluzkę i czarne rurki.
Czasem po powrocie z pracy kładę się spać, a potem nie mogę się wybudzić. Wtedy do akcji wkracza Kaszanka i próbuje doprowadzić mnie do stanu używalności.
Poszłam do łazienki. Podmalowałam oczy i przeleciałam usta szminką. Wzięłam szalik Jastrzębskiego Węgla oraz moją lustrzankę, i zameldowałam się w salonie, gdzie czekała Kasia.
- Ready? - zapytała.
- Yes! - krzyknęłam zadowolona.
- No to goł.
Ubrałam płaszcz i buty na 10 cm obcasie i wyszłyśmy. Postanowiłyśmy iść na skróty przez park. Znowu zaczął padać śnieg, którego nienawidzę. Za drzewami dało się zauważyć już halę. Nie interesuję się siatkówką. Nigdy w nią nie grałam, i nie wiem o co w niej chodzi. Na mecze uczęszczam żeby robić zdjęcia siatkarzom i kibicom, oraz dla świętego spokoju, gdyż moja kochana przyjaciółka jest fanką. Fanką czego, spytacie? Otóż, wszystkiego co jest związane z siatkówką, siatkarzami i piłkami do siatkówki. Cały czas namawia mnie na chodzenie na spotkania zawodników tutejszej drużyny.
Gdy doszłyśmy na miejsce była za 20 ósma. Zajęłyśmy nasze miejsca, a ja wyjęłam aparat. Zaczęłam robić zdjęcia rozciągającym się siatkarzom. Nie zmieniłam zajęcia, aż do końca meczu, który zakończył się wynikiem 3:2 dla JW.
- Choć po autografy! - zawołała do mnie Kaśka.
- Po cholerę mi świstek papieru z podpisem jakiegoś spoconego faceta?
Kasia wywróciła oczami i pociągnęła mnie za sobą. Gdy ona walczyła z tłumem innych fanek, ja oparłam się o ścianę i zaczęłam przeglądać dzisiejsze zdjęcia. Zatrzymałam się na jednym. Był na nim widoczny zawodnik z numerem 13 na koszulce i wypisanym nazwiskiem "Kubiak". Wypatrzyłam na tym zdjęciu  dawnego znajomego z liceum. Nagle poczułam dłoń na moim ramieniu.
- Ej, spadaj kimkolwiek jesteś! - krzyknęłam.
- Nie bądź taka brutalna, Ja tylko podziwiam siebie na twoim zdjęciu.
---
No dobra, bardzo krótki mi ten rozdział wyszedł. Następnym razem się poprawię. Przewiduje rozdział 2 na piątek 15.03.2013. Co do wyniku z rozdziału, 3:2 dla Jastrzębian, to bardzo bym chciała żeby się sprawdził.
Boże, bądź dziś za Jastrzębiem.
Moja finałowa para to JW - Resovia, i będę wiernie kibicować im przed telewizorem.
Do następnego :*

Prolog

Masz pojęcie, co to znaczy kochać?
Wyobraź sobie,
 że tęsknisz za kimś tak bardzo,
że nie widzisz sensu życia.
Wyobraź sobie,
że bez jednej osoby dni zlewają się w jeden.
Wyobraź sobie,
że twoja pasja nagle staję się twoim przekleństwem.
Wyobraź sobie,
że nawet uśmiech rodziny nie potrafi cię rozweselić.
Czujesz to?
To nie jest jeszcze miłość.
Miłością możesz nazwać swoje poświęcenie dla ukochanej osoby.
Jednak jest warunek.
Poświęcenie musi coś znaczyć.

---
No tak, prolog jest. Mam ambicję, żeby rozdziały dodawać co tydzień w piątek, ewentualnie co 2 tygodnie w piątek. Nie wiem jednak co z tego wyjdzie, więc nic nie obiecuje. Rozdział 1 dodam jeszcze dziś, więc można go wyczekiwać. 
A jako że jest Dzień Kobiet, wszystkim paniom (sobie też, a co!) życzę wszystkiego najlepszego.
 

 

Bohaterowie + Powitanie

BOHATEROWIE





Imię: Julia
Nazwisko: Jesień
Wiek: 24
Miejsce zamieszkania: Jastrzębie-Zdrój
Zawód: Fotograf
Zainteresowania: Fotografia, Kulinaria, Piłka Nożna, Kabarety, Filmy, 
"Nigdy nie byłam bardziej pewna swoich uczuć"

 
Imię: Michał
Nazwisko: Kubiak
Wiek: 25
Miejsce zamieszkania: Jastrzębie-Zdrój
Zawód: Siatkarz
Zainteresowania: Siatkówka, Piłka nożna, Tenis, Kino
"Jak mogłem żyć do tego czasu bez Ciebie?"

***
Witam!
To nie mój pierwszy blog, aczkolwiek jedyny o takiej tematyce. Zobaczy się jeszcze co ile będą dodawane rozdziały jak rozwinie się akcja. Proszę o wyrozumiałość i przepraszam za błędy. Zaraz powinien pojawić się prolog.