- Dzień dobry. - powiedziałam z lekkością w głosie.
- Dzień dobry - odpowiedział z uśmiechem - Nazywam się Zdzisław Grodecki.
- Julia Jesień, miło mi - też się uśmiechnęłam.
- Michał powiedział mi, że robi pani świetne zdjęcia.
- Ależ jaka pani? Mówiłam, że jestem Julia i wolałabym żeby mówił mi pan po imieniu. - stwierdziłam. Strasznie nie lubiłam jak ktoś mówi do mnie per "pani". Mogę sobie na to pozwolić, gdy będę po czterdziestce ale nie teraz.
- Dobrze, ale w tej sytuacji także wolałbym żebyś mówiła do mnie po imieniu.
- Zdzisiek?
- Dokładnie. - roześmiał się, a ja mu zawtórowałam. - No dobrze, Julio. Nasz klub szuka fotografa, gdyż poprzedni zrezygnował. Miała pani przynieść jakieś na pokazanie, prawda?
- Tak, tak już daję. - wyjęłam fotografię i podałam mu je.
***
Po spotkaniu wyszłam z gabinetu razem z panem Zdziśkiem i skierowałam się na hale. Prezes pchnął drzwi i moim oczom ukazał się trening chłopaków. Uderzali w piłkę, przeklinali pod nosem i śmiali się z jakiego suchara. Prawdę mówiąc, przestraszyłam się ze będę z nimi pracować. Przecież byli tacy ogromni. Ja z moim 172 (choć to i tak dużo) wydawałam się mikroskopijna. Moje rozmyślania i ich grę przerwał głos Grodeckiego.
- Uwaga panowie! Mam komunikat. - wszyscy jak jeden mąż odwrócili głowy w naszą stronę i zaczęli się nam przyglądać. A mianowicie na mnie. - Mam przyjemność przedstawić wam naszego nowego fotografa, Julię Jesień. Mam nadzieję, że nasza współpraca się ułoży, a wy zaakceptujecie ją. - uśmiechnął się i wyszedł.
Stałam tam jak głupia, a oni się na mnie gapili. Zobaczyłam, że ten Kubiak się do mnie uśmiecha. Posłałam mu błagalne spojrzenie. Chyba mnie zrozumiał, bo podbiegł do mnie.
- Witaj w klubie! - powiedział i przytulił mnie. Byłam trochę zaskoczona, bo nie spodziewałam się takiej reakcji. - Chłopaki, to jest Julia.
Przedstawił mnie każdemu po kolei, i każdy mnie przytulił. Nie mają dziewczyn do tulenia, czy co?!
- Ten tego... - zaczęłam - Miło mi was poznać...
- Daj spokój, u nas nikt nie jest poważny i ty też nie musisz! - krzyknął któryś z nich. Spróbowałam przypomnieć sobie jak ma na imię, ale na próżno.
- Uff, już myślałam, że będę musiała się tu wysilać! - roześmiałam się, ale sama. umilkłam i popatrzyłam na nich. - No co się tak patrzycie?
- Chłopaki... - powiedział jeden, chyba Polański - bierzemy ją.
ŻE CO?
Zanim zareagowałam podbiegł do mnie siatkarz z numerem 10 i przerzucił mnie sobie przez ramię.
- Ale jesteś lekka! - zakrzyknął po angielsku - Zupełnie jak patyk w ubraniach!
Wychwyciłam, że to tym stwierdzeniu wszyscy leżą na ziemi ze śmiechu.
- Po cholerę mnie podniosłeś?! - wrzasnęłam, żeby przebić się przez ich rechot.
- Musisz przejść chrzest! - powiedział Kubiak.
- Jaki kurwa chrzest?! - przestraszyłam się nie na żarty. No bo jaki chrzest mogą zgotować dwumetrowcy dziewczynie? Rozejrzałam się za trenerem, który tylko kręcił głową z uśmiechem. Moja ostatnia nadzieja właśnie zgasła. Czułam jak dziesiątka niesie mnie przez korytarz. Za nami biegła reszta siatkarzy. Wyrywałam się, wrzeszczałam na nic. I nagle mnie oświeciło gdzie mnie niesie. Do szatni. Pod prysznic. Poczułam jak postawił mnie na ziemi, ale nadal uśmiechał się głupio i trzymał mnie tak żebym się nie wyrwała. Szóstka dorwała się do prysznica i zaczęła mnie lać wodą.
---
Dzisiaj trochę krótko, bo nie mam czasu przez to sprzątanie.
Czytam = komentuje.
Do następnego.

